umtsno.de





Dla waszych wpisów i kontaktów księga i notes: "Przeciwko masztom telefonii komórkowej"


Walcz z mafią telefonii komórkowej


W Płazie rozłam ?

09. 12. 2005

W Płazie rozłam, jakiego nie pamiętają najstarsi mieszkańcy. Anteny komórkowe podzieliły wieś na dwie frakcje. Jedna nie chce nadajników, upatrując w nich zagrożenie dla zdrowia, druga, sławiąc dobrodziejstwa techniki, opowiada się za antenami.

Zaczęło się od protestu przeciw planom budowy stacji bazowej telefonii Orange na dzwonnicy kościoła. To było jak otwarcie puszki Pandory.

Po pierwszym, zakończonym sukcesem proteście, posypały się następne. 400 mieszkańców zwarło szeregi i chce usunąć nadajnik Plusa z kotłowni DPS-u oraz uniemożliwić montaż anten Ery na Syberii.

- Nie jesteśmy przeciwnikami techniki. Ja sam korzystam z telefonu komórkowego. Nigdzie jednak nie jest napisane, że nadajniki są nieszkodliwe, więc trzeba ich unikać. Nie mówię, że powinno ich w ogóle nie być. Chodzi o to, by umieszczano je jak najdalej od skupisk ludzkich ? twierdzi Leszek Kowalski z komitetu protestacyjnego.

Inni zwolennicy nadajników ironizują na temat lęków przed szkodliwością pola elektromagnetycznego, wskazując, że przecież dobrodziejstwa techniki, tak jak kij - mają dwa końce.

Do sporu wplątano miejscowe szkoły: podstawówkę i gimnazjum. Obie sąsiadują z DPS-em przez płot. Gdy nauczyciele rozdali uczniom ankiety, wśród niektórych rodziców zawrzało. Poczuli się szykanowani.

- To był błąd, nie miałyśmy jednak złych intencji. Przepraszamy wszystkich, którzy poczuli się urażeni ? mówią Dorota Smolik, dyrektor PG 5 w Płazie oraz Elżbieta Kucharska -Straś, dyrektor SP w Płazie.

Czy zwolennikom i przeciwnikom nadajników w Płazie uda się dogadać? Czy też po antenach w sołectwie zostanie tylko wspomnienie?

głosy ze strony Forum Ogólne w Leszna Górna

patrz Leszna Górna



Spór o telefonie komórkową

Komórkowe oddziaływanie

Burmistrz Chrzanowa zaprosił przeciwników i zwolenników nadajników, przekaźników telefonii komórkowej z Płazy i Balina do zapoznania się z naukowymi stanowiskami ekspertów w sprawie oddziaływania pola elektromagnetycznego emitowanego przez stacje przekaźników.

Najpierw przemówił ekspert z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska - Roman Bereś. Na multimedialnej prezentacji próbował wytłumaczyć czym jest pole elektromagnetyczne, piszę próbował, bo niestety nie za bardzo mu się udało. Wysoce naukowy wykład nie natrafił na podatny grunt wśród słuchaczy. Najmniej ciekawy moment nastąpił gdy prelegent sam stwierdził, że całe jego wystąpienie w zasadzie jest czystą teorią, a z praktyką ma bardzo niewiele wspólnego. Najciekawsze wykresy zbywał milczeniem i "brakiem komentarza" - co każe zadać pytanie, za co ekspertowi się płaci i to niemało, bo tysiąc złotych wraz z VATem? Jedyne co z jego wykładu było przydatne w naszym sporze dotyczącym instalacji lub demontażu istniejących nadajników czy przekaźników telefonii to wartości norm, które dopuszcza nasze, polskie prawo. Jednak Roman Bereś nie umiał powiedzieć, czy są one zbyt niskie, czy zbyt wysokie, czy może w sam raz. Porównał je z normami europejskimi i co było widać polskie prawo jest trochę bardziej res

Zdecydowanie przydatniejsze i ciekawsze były wyniki badań przeprowadzonych w szkole podstawowej i gimnazjum w Płazie. W dwudziestu miejscach w szkole, w klasach najbliższych nadajnikowi na Domie Pomocy Społecznej. Odległość od nadajnika wynosi w linii prostej około 150 metrów. Badania wykonywano na środku sal z których nadajnik jest widoczny, przy otwartych oknach. Wyniki badań są jednoznaczne - w szkole nie ma najmniejszego zagrożenia polem elektromagnetycznym pochodzącym z nadajnika. Janek Niesłańczyk ze specjalistycznego laboratorium z Jastrzębia Zdroju stwierdził, że badania przeprowadzono zgodnie ze sztuką, a ich mierniki nie zarejestrowały wartości nawet 3V/m (dopuszczalne pole magnetyczne niezagrażające człowiekowi wynosi 7v/m). Co więcej - miernik, którym się posługiwali mierzy wartości od 3V/m wzwyż - nie zarejestrował ani jednego pomiaru w swoim zakresie pomiarowym. Badania zostały sporządzone na koszt gminy Chrzanów, po protestach rodziców uczniów uczących się w szkole w Płazie. Burmistrz Kosowski

Wyniki nie rozwiały jednak wszystkich obiekcji protestujących, jednak Leszek Kowalski potwierdził, że nie jest przeciwko nadajnikom jako takim samym w sobie, ale boi się zagrożeń związanych z polem elektromagnetycznym.

Obydwoje zaproszeni eksperci zgodnie stwierdzili, że wielokrotnie niebezpieczniejsze są same telefony komórkowe i ich używanie powinno być możliwie najkrótsze. Promieniowanie przez nie emitowane - szczególnie podczas załączania i rozmowy jest wyższe niż przewidują normy dotyczące przekaźników i nadajników.

Zaproszeni mieszkańcy obu sołectw pytali o wiele spraw zaproszonych ekspertów, okazało się, że protestujący nie bardzo orientują się kto jest stroną w sporze, jakie jest prawo. Wszelkie dywagacje ucięły słowa burmistrza, który stwierdził, że w decyzjach o budowie nadajników telefonii komórkowych gmina jest organem, który wydaje decyzje o budowie, a nie wnioskodawcą projektu. Wnioskodawcą każdorazowo jest operator telefonii komórkowej, który działa w sposób, który jest dla niego najwygodniejszy i który jest najtańszy. Danuta Grzesiak z wydziału Ochrony Środowiska potwierdziła, że dla takiego typu inwestycji przed rozstrzygnięciem decyzji musi był złożona we wniosku decyzja o oddziaływaniu inwestycji środowiska naturalnego. Dzięki temu inwestor za każdym razem musi wykazać, że środowisko naturalne nie ucierpi. Ustawodawca wykazał się w tym przypadku zasadą przezorności - podsumowała Danuta Grzesiak.

Spotkanie nie rozwiało wszystkich wątpliwości, badania jednak pokazały, że przynajmniej w szkole nie trzeba się obawiać szkodliwego wpływu stacji przekaźnikowej z DPSu. Badania kosztowały ponad 1400 złotych.

Artur Pomper

czytaj oryginał http://kurierchrzanowski.pl